Koszykówka
Argentyna i Litwa to dwaj ostatni ćwierćfinaliści mistrzostw świata w Turcji. Albicelestes pokonanie Brazylii zawdzięczają przede wszystkim Luisowi Scoli, który zdobył 37 punktów. Bohaterem Litwy był Linas Kleiza.
Mecz Litwa - Chiny bardzo dobrze zaczęli jednak Azjaci – po 5 minutach prowadzili 16:5. Świetnie spisywali się Wang Zhizhi oraz Liu Wei. Nieporadność Litwinów trwała krótko, gdy po przerwie na żądanie Kestiusa Kemzury koszykarze z Europy zaczęli grać skuteczniej w ataku. Pierwsza kwarta zakończyła się zwycięstwem Chin 22:17. Na drugą część Litwini wyszli z bojowym nastawieniem, ale Azjaci nie zamierzali odpuszczać. Błędy zawodników Boba Donewalda doprowadziły, że na 4 minuty przed końcem drugiej kwarty Litwa wyszła na pierwsze prowadzenie. Punkty zdobył Robertas Javtokas, który w kilku wcześniej akcjach doprowadzał niemal do złości Kemzure.
Koszykarze Litwy grali konsekwentnie i korzystali z każdego błędu w obronie chińskiej. Tak wyglądał także początek trzeciej odsłony. Od stanu 48:48 Litwini złapali wiatr w żagle i zdobyli jedenaście punktów z rzędu. Bardzo skuteczne manewry dawały punkty zdobywane przez Linasa Kleizę. Chińczycy w trzeciej kwarcie zdobyli jedynie jedenaście punktów i przed ostatnimi 10 minutami przegrywali trzynastoma punktami. W ostatniej kwarcie kibice obserwowali grę błędów z obu stron. Chińczycy nie poradnie odrabiali straty natomiast Litwini w niektórych fragmentach byli zbyt mocno zdekoncentrowani.
Na wyróżnienie wśród Azjatów zasłużył Liu Wei. Mierzący 190 cm rozgrywający Chin efektownymi wejściami na kosz próbował rozbić obronę litewską, lecz nie posiadał zupełnie wsparcia w kolegach z drużyny. Chwilami przebłyski dobrej gry miał doświadczony Wang Zhizhi. Głównym grzechem zawodników Donewalda była ich jednak gra w obronie, gdzie nie potrafili zatrzymać Kleizy, który mecz zakończył z 30 punktami!
Litwa - Chiny 78 : 67 (17:22, 26:18, 21:11, 14:16) Argentyna i Litwa to dwaj ostatni ćwierćfinaliści mistrzostw świata w Turcji. Albicelestes pokonanie Brazylii zawdzięczają przede wszystkim Luisowi Scoli, który zdobył 37 punktów. Bohaterem Litwy był Linas Kleiza.
Starcie dwóch południowoamerykańskich rywali było w zgodnej opinii jego obserwatorów turnieju najlepszym spotkaniem 1/8 finału MŚ. Prowadzenie zmieniało się wielokrotnie, a emocji nie zabrakło do ostatnich sekund. Canarinhos przegrali 89:93, bo nie mieli odpowiedzi na Scolę, który umieszczał piłkę w koszu niezależnie od tego, czy pilnował go Anderson Varejao, Tiago Splitter, czy Guilherme Giovannoni. W pierwszej kwarcie trafił nawet za 3 punkty, a w sumie 14 z jego 20 rzutów gry było celnych. 37 "oczek" podkoszowego Houston Rockets to rekord turnieju, a średnia Argentyńczyka po sześciu meczach wzrosła do 30.3 punktu! Scola nie mylił się w najważniejszych momentach meczu. Z ostatnich 12 punktów swojej ekipy rzucił 10.
Mecz nie przebiegał jednak po myśli Argentyny przez cały czas. Po wyrównanej pierwszej kwarcie, w której błyszczał Carlos Delfino (3/3 za 3 punkty), w drugiej akcje Marcelinho Huertasa i Leandro Barbosy dały Brazylijczykom prowadzenie 30:27. Długo się nim nie nacieszyli, bo Scola wraz z Pablo Prigionim sprawili, że to Argentyna znalazła się z przodu. Gdy trójkę trafił rezerwowy Leonardo Gutierrez, było już 46:40. Końcówka drugiej kwarty należała jednak do Huertasa, który najpierw wykonał ekwilibrystyczną akcję 3+1, a potem wolnymi pozwolił Brazylii schodzić do szatnii przy prowadzeniu 48:46.
Podopieczni Rubena Magnano, Argentyńczyka, który kiedyś trenował swoich rodaków, z animuszem rozpoczęli trzecią kwartę. Po kontrze Alexa Garcii było 53:46, lecz rywale mozolnie odrabiali straty. Dobry fragment miał Delfino, a rozkręcał się powoli Scola. To on wyrównał na 63:63, półtorej minuty później Delfino doprowadził do remisu 66:66 po 30 minutach. Wydawało się, że czwarta ćwiartka będzie należała do Barbosy. Snajper (od niedawna) Toronto Raptors w ciągu kilkudziesięciu sekund celnie rzucił z dystansu, ale szybko odpowiedział mu także dwoma trójkami Hernan Jasen. Po kolejnej akcji tego gracza i asyście Scoli na tablicy pojawił się rezultat 79:75. Starał się jak mógł Huertas ale co z tego skoro koledzy nie umieli poradzić sobie ze Scolą, który w ostatnich trzech minutach punktował z każdej pozycji. Huertas jeszcze dwie sekundy przed końcem przy stanie 91:86 trafił desperacki rzut z dystansu, ale w odpowiedzi sukces Argentyny przypieczętował wolnymi - oczywiście - Scola.
Huertas zdobył 32 punkty, a Barbosa 20. Tylko 10 "oczek" rzucił środkowy Splitter. Obok Scoli najskuteczniejszym Argentyńczykiem był Delfino, autor 20 punktów. 15 dołożył Jasen, a 8 asyst rozdał Prigioni.
Argentyna - Brazylia 93 : 89 (25:25, 21:23, 20:18, 27:23)