Michał Chaberek - wywiad z zawodnikiem spotkania
Aktualności
2008-02-11
Michał Chaberek po raz pierwszy w życiu po sobotnim meczu „Inżynierów” z Jadarem Radom otrzymał tytuł najlepszego zawodnika spotkania. Kiedy spiker w Arenie Ursynów wyczytał, że to właśnie Chaberek zdobył statuetkę MVP, młody zawodnik nie posiadał się z radości. Odebrał gratulacje od kolegów z drużyny, zarządu J.W. Construction AZS Politechniki Warszawskiej oraz od rodziców, po czym przeszedł do udzielania wywiadów i rozdawania autografów. Kiedy jego koledzy byli już w szatni, on w dalszym ciągu cierpliwie odpowiadał na wszystkie pytania dziennikarzy. - To moje dopiero pierwsze MVP, a już tyle wywiadów – śmiał się później z natury skromny zawodnik. Michał, na początek szczere gratulacje. Rozegrałeś świetne zawody! Michał Chaberek: Dziękuję bardzo (uśmiech). Jestem zadowolony nie tyle ze statuetki dla najlepszego zawodnika meczu, ale właśnie z dobrej gry. Cieszę się, że mogłem przyczynić się do odniesienia przez nasz zespół zwycięstwa nad Jadarem. Nie udało się wygrać za trzy punkty, co było Waszym celem. Tego żałuję najbardziej. Byliśmy zespołem lepszym i trzy punkty były spokojnie w naszym zasięgu. Przegraliśmy je w czwartym secie, gdzie w końcówce zabrakło odrobinę zimnej krwi. Jednak nie ma co narzekać. Zwycięstwo to zwycięstwo i bardzo nas ono cieszy. Po tylu porażkach w lidze trudno jest odbudować się i uwierzyć we własne siły. Tak duża liczba porażek musiała zostawić ślad w psychice. Mam wrażenie, że mecz z Jadarem był przełomowy. Odblokowaliśmy się i teraz może być tylko lepiej. Wyszedłeś na boisko w podstawowej szóstce, najważniejsze piłki Pavel Chudik rozdzielał między Ciebie i Radka Rybaka. Na pewno wiedziałeś, że masz w tym meczu „ciągnąć” grę całego zespołu. Nie czułeś tremy? Nie (śmiech). Nie patrzę na to w ten sposób, że jestem młody, że niedoświadczony... W każdym meczu na parkiet wychodzę po to, aby grać jak najlepiej. A jeśli dostaję od trenera szansę i wychodzę w podstawowej szóstce, jest mi o wiele łatwiej wejść w mecz. Trener Jerzy Taczała najwyraźniej ma do Ciebie jako zawodnika zaufanie. U trenera Edwarda Skorka nie miałeś tylu możliwości gry. Być może wynika to z innych koncepcji obu szkoleniowców, a być może z tego, że kiedy prowadził nas Edward Skorek, nie byłem w wysokiej formie. Na początku sezonu przydarzyła mi się przecież kontuzja palca i przez sześć tygodni trener Skorek nie mógł ze mnie korzystać (Chaberek podczas jednego ze spotkań II Memoriału Z. Ambroziaka doznał złamania palca wskazującego – przyp. aut.). Po tej przerwie wróciłem do normalnych treningów, ale nie byłem w dyspozycji, aby grać, więc nie dostawałem szans pokazania się publiczności. Na szczęście forma wróciła i w meczu z Jadarem mogłem zaprezentować, co potrafię. Po meczu z zespołem z Radomia zostałeś wręcz obstąpiony przez dziennikarzy. Mogłeś poczuć się jak prawdziwa gwiazda. To był mój dopiero trzeci dobry mecz. Jak zagram trzydzieste spotkanie w Polskiej Lidze Siatkówki w takim stylu, jak z Jadarem, będzie można powiedzieć, że jestem solidnym zawodnikiem. A od bycia gwiazdą dzielą mnie jeszcze lata świetlne (śmiech). Patrząc na to, jak szybko rosną Twoje umiejętności, można wnioskować, że te lata świetlne przebędziesz błyskawicznie. Ja po prostu na każdym treningu daję z siebie maksimum i staram się poprawiać wszystkie elementy, eliminować swoje słabe punkty. Jeżeli w dalszym ciągu będę tak do tego podchodził, to rzeczywiście powinno być tylko lepiej. I mam nadzieję, że tak będzie. Potężnie zagrywasz, w ataku nie zwalniasz ręki. Po poważnej kontuzji barku, która na ponad rok wyłączyła Cię z siatkarskich treningów nie ma już najmniejszego śladu? Operacja ścięgna to bardzo poważna sprawa. Bóle pojawiają się i będą się nadal pojawiać, ale są one wkalkulowane w profesję siatkarza. Nie mam się jednak czym martwić. Dbam o to – jak każdy zdrowo myślący człowiek - i wiem, że mogę grać na 100 proc. Poważniejszy problem stanowił ślad w psychice, który tak poważna kontuzja musiała zostawić. Tego śladu jednak wcale nie widać. Zgadza się. Udało mi się odblokować i atakując, czy zagrywając, nie czuję lęku. Już w najbliższy piątek w Bydgoszczy zmierzycie się z Delektą. Jeżeli chcecie jeszcze walczyć o play-off'y, musicie tam wygrać za trzy punkty. Tak będzie? (Dłuższa chwila zastanowienia) Tak będzie! Dziękuję za rozmowę. Dziękuję również.
Rozmawiał Adrian Komorowski www.siatkowka.azspw.pl.
|