Wizytówki firm Ogłoszenia / komis Forum UltraSport.pl
 
Strona główna Piłka nożna Siatkówka Koszykówka Formuła 1 Sporty Zimowe Tenis Żużel Sporty walki Inne sporty Lifestyle
Ultrasport poleca
Mistrzostwa Świata RPA 2010 Euro 2012 Igrzyska Olimpijskie 2012 Formuła 1 Piłka nożna Siatkówka Koszykówka Sporty zimowe Tenis Żużel Sporty walki Kulturystyka Inne sporty Lifestyle UltraFit Turystyka Aktualności Podróże Relacje z podróży Góry Wspinaczka Wyprawy Imprezy Sprzęt Poradnik Znane Postacie Galerie Zdjęć Słownik Imprezy Sportowe Galeria zdjęć Aktualności
Baza ogłoszeń
dodaj ogłoszenie do komisu
Odzież Sprzęt sportowy Sprzęt turystyczny Akcesoria Inne
Wyszukaj firmę
Ogólnopolska baza firm
Ogólnopolska baza firm
Sklepy sportowe Sklepy internetowe Producenci sprzętu Dystrybutorzy sprzętu Wypożyczalnie Noclegi Obiekty sportowe Kluby sportowe Szkoły, Instruktorzy Biura podróży Ośrodki wypoczynkowe Pozostałe...

Podróże Relacje z podróży

Jemen, Stambuł, Indie - styczeń/luty 2007

Relacje z podróży 2007-07-18

27.01.2007

Wylatujemy o 13.10. Rano pada śnieg, ale potem przestaje i nawet wychodzi słońce. W Istambule jesteśmy z lekkim opóźnieniem. Na lotnisku chodzimy po sklepach, czytamy, nudzimy się. Wylot do Sany jest o czasie, lot w miarę spokojny, ale na miejscu jesteśmy z małym opóźnieniem, ok. 2.00 w nocy. Kupujemy wizę ( po 30$/25 euro/5500 riali od osoby) – najbardziej opłacałoby się w rialach, ale płacimy w $. W okienku obok, w kantorze wymieniamy 50$ - kurs 198,5 riala za 1 $. Potem kolejka do immigration, musimy wypełnić karty wjazdowe. Następnie jeszcze ze 3 razy wypytują nas jacyś „tajniacy” – skąd przylatujemy, jaki jest cel wizyty itp. Odbieramy bagaże, jest jakaś niby kontrola celna – 2 panów przegląda z wierzchu co mamy w plecakach.

Taksówkę znajdujemy za 1500 riali po pewnym targowaniu. Jedziemy ładnym bulwarem, a potem przez miasto (sporo brudu) – jazda trwa dość długo. Docieramy do hotelu – tam czeka na nas menadżer. Pokój jest prosty, hotel mieści się na skraju Starego Miasta w jednym ze starych glinianych domów.

Następnego ranka czujemy się trochę osłabieni – być może to wynik zmiany wysokości n.p.m. i klimatu. Jemy skromne śniadanie – w cenie pokoju. Menadżer wspomina o jakimś turyście, który chciałby wspólnie wynająć samochód – postanawiamy się z nim potem spotkać.

Tymczasem prosimy menadżera, aby napisał nam na kartce po arabsku adres Ministerstwa Turystyki, gdzie musimy pojechać, aby dostać zezwolenie na pobyt i poruszanie się po kraju. Idziemy na plac Al-Tahrir i stamtąd łapiemy taksówkę do Ministerstwa za 400 riali. Po drodze robimy kilka kserokopii paszportów ( pierwsza strona i wiza). Urzędnik wydający zezwolenia okazuje się być człowiekiem z którym mailowałem w sprawie wynajęcia samochodu. Opisujemy trasę podróży – możemy dostać pozwolenie na przejazd autobusem przez miasto Marib do Sayun, ale nie możemy się tam zatrzymać na nocleg. Urzędnik mówi nam jednak, że czasem mimo zezwolenia mogą nam nie sprzedać biletu. Dostajemy zezwolenie na zaproponowane przez nas trasy.

Po odpoczynku w hotelu idziemy na przechadzkę po Starym Mieście – piękne stare domu z glinianych cegieł, z koronkowymi wzorami z tynku wokół okien. Widzimy dzieci grające w piłkę na dzikim boisku przy murach obronnych oraz samochód terenowy z portretem Saddama na zapasowej oponie. Wracamy do hotelu – dogadujemy się z Portugalczykiem Luisem i menadżerem hotelu na ośmiodniowy wyjazd samochodem po Jemenie ( Marib – Sayun - Wadi Dawan - Al.-Mukalla – Bir-Ali – Aden ) – my zapłacimy 2/3 ceny czyli 490$. Menadżer trochę dziwnie liczy – niektóre dni podwójnie, bo długa jazda ( 10,5 dnia x 55 euro), ale ogólnie propozycja wydaje się nam korzystna. Dajemy mu 250$, reszta jutro rano, podpisujemy umowę.

Wyruszamy aby coś zjeść, szukamy restauracji Palestine z przewodnika LP. Jemy po ½ kurczaka z ryżem i herbatą – płacimy 1000 riali za 2 osoby. Wracając zachodzimy jeszcze na Stare Miasto, chodzimy po uliczkach, są otwarte sklepy, w oddali jakby bazarek, w jednej z piwnic widzimy wielbłąda, który prawdopodobnie chodzi w kieracie do napędzania jakiegoś młyna.

29.01.2007

Wyruszamy rano po 8.00. Jedziemy przez miasto, liczne kontrole policyjne po drodze, kierowca daje im odbite na ksero zezwolenie na podróż. Zatrzymujemy się, aby kierowca kupił czat (quat – jak mówią Jemeńczycy) – za woreczek( mała reklamówka foliowa ) płaci 500 riali. Po drodze kilka razy zatrzymujemy się na zdjęcia – piękne widoki. Jest tez postój na herbatę, są tam tez samochody z innymi turystami jadącymi do Marib. Poza Saną wielu mężczyzn nosi broń ( kałasze ), widzimy tez może 10-letniego chłopca z karabinem prawie takim jak on.

Obiad w Marib jemy w restauracji razem z innymi turystami. Liczą nam 2000 riali za 3 osoby, płacimy 1500, resztę Luis – chyba zapłaciliśmy też za jedzenie kierowcy (tego nie obejmowała umowa ...).Potem jedziemy do hotelu „Land of Paradises” – dwójka 4500 riali, jedynka 3500 – w mieście jest tylko jeszcze jeden hotel i to droższy.

Po odpoczynku jedziemy na zwiedzanie z eskortą policyjną. Najpierw do Świątyni Słońca (Bilquis) – jakiś dziadek chce od nas 100 riali za to że pozwolił nam wejść za ogrodzenie z siatki, ale ponieważ nie było to umówione nie płacimy mu. Potem Świątynia Księżyca (Arsh Bilquis) – słynne pięć i pół filara ( chcą 200 riali za wejście bliżej , ale rezygnujemy) , ruiny starej tamy, nowa tama. Na koniec zwiedzamy ruiny starego Marib. Płacę jakiejś kobiecie za zrobienie zdjęcia – targuje z 200 riali na 150, ale w końcu daję 50, bo tylko tyle mam. Ruiny są przepiękne, zwłaszcza że blisko już do zachodu słońca.

W hotelu pijemy herbatę w towarzystwie kilku panów żujących czat (biorą cukier, aby zmniejszyć gorycz zielska).

30.01.2007

Po śniadaniu (450 riali od osoby, chyba znowu wliczają nam jedzenie kierowcy) wyruszamy. Od posterunku policyjnego towarzyszy nam najpierw samochód z karabinem maszynowym (2 razy, przy każdym następnym posterunku obstawa się zmienia), potem jedzie z nami żołnierz. Kierowca mu płaci – w umowie było, że my już nic nie dopłacamy za obstawę. Po drodze postoje – przy wydmach, na fotografie, na herbatę. Widzimy tez w oddali płonące szyby naftowe na pustyni.

Około 13.30 dojeżdżamy do Wadi Hadramawt, po krótkiej sjeście jedziemy do Shibam. W mieście jesteśmy ok. 15.00. Jest piękne, wielopiętrowe gliniane „wieżowce” , niektóre z bielonymi górnymi kondygnacjami, kolorowe tylko detale : drzwi, zasłonki w oknach, szyldy. Uliczki wąskie, kręte i ale i tak w każdym zaułku sklepik z rękodziełami i nagabujący sprzedawcy. Po obejrzeniu miasta wspinamy się jeszcze na wznoszące się nad nim wzgórze i robimy zdjęcia – przepiękne widoki. Jacyś chłopcy koniecznie chcą służyć nam za przewodników, ale ignorujemy ich.

Jedziemy do Sayun. Chcemy aby kierowca zawiózł nas do hotelu „Gate Hotel”, ale on przejeżdża obok niego i wiezie nas do „Trade & Tourist Housing Tower Hotel”. Tam chcą 3000 riali za dwójkę ze śniadaniem (2500 za jedynkę) – pokoje nie są złe, ale nie warte tej ceny. Wkurzamy się i każemy kierowcy wracać do „Gate Hotel”. Tam recepcjonista nie mówi po angielsku, nasz kierowca wtrąca się jako tłumacz i mówi nam, że podobno nie ma wolnych pokoi – podejrzewamy, że to nie do końca prawda. Postanawiamy jechać do innego taniego hotelu z LP – „Sayun Palace”, kierowca najpierw twierdzi, ze już go nie ma, potem wiezie na do drogiego „Sayun Plaza”. Mocno wkurzeni każemy mu jechać do „Sayun Palace” – po drodze dopytujemy się i w końcu trafiamy. Mają dwójki po 1500 riali, od Luisa chcą tyle samo za pokój, bo nie mają jedynek, ale w końcu udaje mu się stargować do 1200.

Idziemy wreszcie zjeść – szukanie hotelu i perypetie z kierowca sprawiły, że jest już 19.00 i zapadł wieczór. Szukamy knajpki Al-Shaab, ale jest zamknięta ( potem okazuje się ,że w ogóle chyba już nie działa). Idziemy więc do Park Cafe & Restaurant – kurczak z ryżem i spaghetti w sumie za 450 riali oraz cola za 60 riali. Wracając kupujemy jeszcze w ulicznej knajpce rodzaj jajecznicy z zielenina w naleśniku ( coś jak tureckie gozleme) za 50 riali.

Następnego ranka idziemy do pałacu sułtana, wstęp 500 riali od osoby. Zwiedzamy wystawę archeologiczną - jest dość ciekawa, choć skromna. Mało dokładne datowanie np. podają, że przedmiot pochodzi z okresu XII – I w. P.n.e. Poza tym w pałacu są prezentowane stroje ludowe, narzędzia rolnicze, broń, a także flagi dawnych sułtanatów z obszaru Wadi Hadramawt i Al.-Mukalli. Z tarasu pałacowego jest ładny widok, niestety szpeci go nowo wznoszony budynek. Taras jest biały, w mocnym świetle słońca strasznie „wali po oczach”, zaczyna się upał. Po 11.00 wyruszmy do Tarim – droga w budowie. Wysiadamy przed pałacem sułtana – wstęp 150 riali/osobę. Pałac w dość eklektycznym stylu, trochę motywów wschodnich, trochę klasycystycznych ( sułtan kształcił się w Europie), ale ciekawy. Okna z witrażami, sufit na klatce schodowej pomalowany na jaskrawy żółty kolor, w jednej z sal na dole zbieranina różnych sprzętów z początku XX w. – stary telefon, gramofony. Reszta pokoi jest pusta.

Następnie ruszmy na poszukiwanie Wielkiego Meczetu (Masjid al-Jami), pytamy się po drodze i w końcu trafiamy. Meczet stoi przy głównym placu, gdzie spotykamy również naszego kierowcę. Meczet jest dość brzydki, ma elewacje pokrytą tynkiem naśladującym cegły. Idziemy do mieszczącej się przy meczecie biblioteki (Al.-Ahgaf Manuscript Library) gdzie oglądamy dawne rękopisy – bardzo ciekawa dawna mapa świata. Chcemy jeszcze pójść na przechadzkę, chociaż kierowca i Luis czekają już znudzeni. Idziemy wąskimi zaułkami, gdy nagle obstępuje nas horda dzieciaków domagających się chyba bakszyszu lub słodyczy (wcześniej inne rzucały w nas kamieniami, ale jakiś starszy pan je pogonił). Wracamy na główny plac, gdzie mieści się też suk i ruszamy z powrotem. Kierowca proponuje jeszcze podjechać do wsi Aynat, gdzie oglądamy przez ogrodzenie stary cmentarz z nagrobkami i kilkoma dużymi grobowcami – wstęp tylko dla muzułmanów. W miasteczku są ciekawe domy, ale nasz kierowca się śpieszy. Wracamy do Sayun. Chodzimy po mieście, idziemy do parku, gdzie pod drzewami siedzą mężczyźni żujący czat, sami proszą o zrobienie zdjęć. Gdy opuszczamy park zaczepia nas jakiś student uczący się angielskiego, prowadzi z nami długą rozmowę, pyta jak jest w Polsce, jak mieszkamy, opowiada że chcąc zawrzeć małżeństwo w Jemenie trzeba zapłacić odpowiednią sumę rodzicom panny młodej itp. Szukamy Internet Cafe – nie ma jej tam gdzie szyld i gdzie powinna być wg przewodnika, w końcu znajdujemy internet w innym miejscu, w bocznej uliczce, 2 riale/min. Niestety musimy przerwać po 10 minutach, bo właściciel wychodzi coś zjeść... My też idziemy coś przekąsić. Szukamy jeszcze raz knajpki Al-Saab, ale jest zamknięta tak jak wczoraj. Znowu jemy w „Park Cafe & Restaurant”. Idziemy jeszcze raz na internet – razem 80 riali i wracamy do hotelu. Robię jeszcze zdjęcia widowiskowo podświetlonego pałacu sułtana i pobliskiego minaretu – zaraz po zrobieniu zdjęć światło niespodziewanie gaśnie...

< 2 I 3 I 4 I 5 I 6 I 7 >

Tagi Jemen wycieczka Wakacje Jemen Hotele Jemen Wielki Meczet Restauracje w Jemenie

Skomentuj artykuł Jemen, Stambuł, Indie - styczeń/luty 2007

Zarejestruj się Zaloguj się Skomentuj artykuł

Zobacz podobne artykuły do Jemen, Stambuł, Indie - styczeń/luty 2007

FULL MOON w pełni 8b+ Relacje z podróży 2007-12-03
Niedziela 11 listopada zapowiadała się jako jeden z bardziej stresujących dni w moim życiu. Presja, że jesteśmy na końcu świata, a plany i losy...
Wyprawa na Pico Orizaba Relacje z podróży 2007-10-18
16 września 2007 roku na szczycie Pico Orizaba (5660m n.p.m) w Meksyku stanęła dwójka Polaków - Magdalena Derezińska (BERGSON Team) i Jakub Osiecki.
Acconcagua 2005 (6975 m. n.p.m.) relacja Włodka Kierusa Relacje z podróży 2007-09-05
Wychodzimy około 11, droga do Obozu 1 zajmuje mi około 4,5 godziny. Kolejny wstrząsający zachód słońca w Oceanie Spokojnym. W nocy dla odmiany pada...
Jemen, Stambuł, Indie - styczeń/luty 2007 Relacje z podróży 2007-07-18
Relacja Jacka Żocha z podróży do do Jemenu , Stambułu i południowych Indii w na przełomie stycznia i lutego 2007.
„Jeśli istnieje piekło to na pewno ma swoją filję pod Howerlą…” Relacje z podróży 2007-04-20
A wszystko zaczęło się od maila do Ewy i jej propozycji wyjazdu na Ukrainę. A co pomyślałam… inne plany się posypały wiec czemu nie…...
Przygoda w Walii... Snowdon 1085 m – 26.06.2006 Relacje z podróży 2007-04-19
Plan wyjazdu w góry w mojej głowie powstał już wcześniej, wiec niedługo trzeba było kombinować, jak spędzimy ten dzień wolny. Szybka decyzja- off...
Copyright © 2006 Ultrasport.pl Kontakt Ultrasport.pl | Regulamin portalu Ultrasport.pl | Polityka prywatności
Serwery zapewnia yn.pl