Acconcagua 2005 (6975 m. n.p.m.) relacja W³odka Kierusa
Relacje z podró¿y
2007-09-05
29.01 WAW Okêcie] Odprawa biletowa posz³a bez problemu. Pani z obs³ugi nawet nie mrugnê³a okiem widz±c 5 kg nadbaga¿u. ¯egnamy siê z Anet± i udajê siê do gate'u. Drobiazgowa kontrola - muszê nawet zdj±æ buty, nie mówi±c o kurtce z kieszeniami wypchanymi puszkami z pasztetem sojowym. W koñcu uda³o siê - siedzê w samolocie - obs³uga gada co¶ po francusku wykonuj±c te same co zwykle ¶mieszne gesty, maj±ce na celu wzbudzenie w pasa¿erach przekonania, ¿e maj± szanse na wyj¶cie z ¿yciem z ewentualnej katastrofy lotniczej. Skrzyd³a samolotu s± oblodzone - podje¿d¿a specjalna machina, wygl±daj±ca jak spryskiwacz do szyb lub ogrodu w skali 10:1. Startujemy. Wszystko jak zwykle. Przek±ska niejadalna, dobrze, ¿e maj± wino ;-) Wieczorny samolot do Pary¿a jest prawie pusty. Obok mnie nikt nie siedzi, wiêc wyci±gam siê na trzech fotelach jak ja¶niepan! L±dujemy w CDG - widaæ, ¿e zanik³ zwyczaj klaskania po udanym l±dowaniu... [29.01 CDG Pary¿] Dwie godziny bezczynno¶ci. Bezsensowny transport autobusem z terminalu B do C wokó³ ca³ego lotniska. Wewn±trz terminalu tylko kilka chiñskich sklepów. Nuda. Papierosy po 5 euro, du¿a czekolada po 10. W koñcu wsiadam do samolotu w kierunku Buenos Aires. Tym razem jest pe³no - 100 prócz zajêtych miejsc (oczywi¶cie w klasie ekonomicznej). Tym razem zamówione jedzonko lacto-ovo jest OK. 14 godzin lotu, prêdko¶æ 800-90 km/h, temperatura na zewn±trz -51 st.C, ca³kowity dystans 11111 km... W koñcu widaæ Buenos Aires... [30.01 Buenos Aires] Boskie Buenos - tak siê to nam wydaje – w rzeczywisto¶ci pu³ap chmur na wysoko¶ci 300 m. Deszcz ca³y czas pada - raz mocniej - raz s³abiej... Miasto poza ¶cis³ym centrum, przypomina bardziej Hawanê (http://havana2001.republika.pl) ni¿ Los Angeles... Na ulicach mieszka bardzo du¿o bezdomnych - w niedziele majê swoje mieszkania przed zadaszonymi wej¶ciami do banków i urzêdów publicznych... W ¶cis³ym centrum wszystkie knajpki i sklepy zamkniête, pe³no policji w³±cznie z transporterami wyposa¿onymi w armatki wodne - pomnik Kolumba ochlapany czerwon± farb± - pe³no napisów sprayami i graffiti (wszystkie has³a w stylu "politycy - oddajcie nasze pieni±dze" albo "chcemy w koñcu demokracji"). Tak siê z³o¿y³o, ¿e w samolocie ogl±da³em film pt. "Zapiski motocyklisty" - film by³ o kie³kowaniu idei rewolucji po³udniowoamerykañskiej w m³odo¶ci Ernesto "Che" Guevary - który pochodzi³ w³a¶nie z Buenos Aires... Generalnie atmosfera nie jest mi³a - tylko kilku zdezorientowanych turystów szwêda siê po centrum... Dwie stacje metra dalej ¿ycie toczy siê normalnym tempem - kawiarenki, sklepy, lodziarnie, kafejki internetowe - wiêkszo¶æ pootwierana - ludzi na ulicach sporo mimo deszczu. Mieszkam w mi³ym hostelu - pe³no obcokrajowców, chocia¿ sporo te¿ Argentyñczyków - atmosfera OK - jak powiedzia³em, ¿e zamierzam wej¶æ na Aconcaguê - wiêkszo¶æ (w³±cznie z obs³ug±) zdêbia³a - ja my¶la³em, ¿e to dla nich codzienno¶æ, ¿e w hostelu jest 20 osób, pragn±cych wej¶æ na najwy¿szy szczyt obu Ameryk... Mam nadziejê, ¿e jutro przestanie padaæ i bêdê móg³ zrobiæ trochê zdjêæ... [31.01 Buenos Aires] Pogoda niestety siê nie poprawi³a. Piêkna kolorowa dzielnica - La Boca, prawdopodobnie nie wyjdzie fajnie na slajdach. Za to cmentarz na którym pochowano Evitê Peron, jako ¿e ca³y jest z kamienia - wyjdzie ca³kiem nie¼le. Nastroje w Buenos wyra¼nie spokojniejsze - policja stoi tylko przed siedzibami banków - oprócz graffiti i hase³ na murach nie widaæ specjalnych niepokojów. Jutro bêdzie ostatni dzieñ, kiedy bêdê mia³ szansê zrobiæ trochê kolorowych zdjêæ - na razie szanse marne - zobaczymy jutro. [1.02 Buenos Aires] Dzisiaj w koñcu piêkna pogoda. S³oñce 100% - niestety efektem s± wstêpne poparzenia s³oneczne twarzy i r±k. Rano, korzystaj±c ze ¶wiat³a zaczynam od dzielnicy La Boca - feeria kolorów, knajpy z tañcz±cymi tango, g³o¶na muzyka no i oczywi¶cie t³umy turystów. Zmieniam nieco trasê i przecinam dzielnicê slumsów - budy zbite z dykty i blachy falistej - bardzo podobne do lizboñskich okolic akweduktu. Po slumsach l±dujê w centrum city - to ju¿ przegiêcie w drug± stronê - przepych, szklane biurowce, deptaki pe³ne drogich sklepów i restauracji, ci±gn±ce siê kilometrami. Buenos Aires kojarzy mi siê z pizz± - wszystkiego po trochu i dobrze wymieszane... Dopiero wieczorem idê jeszcze raz odwiedziæ Palermo - pooddychaæ normaln±, ¿yj±c± atmosfer± miasta. Trafiam na Plazoletta Monte Ararat - centrum dzielnicy ormiañskiej. Oczywi¶cie muszê spróbowaæ tutejszych lodów - lodziarnia i kawiarnia jest prawie na ka¿dym rogu ulic - dawkê kofeiny ju¿ wch³on±³em, teraz pora na lody - za 5 peso (ok. 5,5 PLN) góra lodu - chyba umrê lub chocia¿ zwymiotujê... Co do kawy to przypomnia³ mi siê po³udniowo-europejski sposób serwowania kawy - ma³e espresso (cafe chicito), do tego ma³e s³odkie "co nieco", no i obowi±zkowo szklanka wody. Poza Portugali± i Hiszpani± (to jedyne po³udniowo-europejskie - oprócz Chorwacji - kraje w którch by³em) nie widzia³em w Europie czego¶ takiego. [2.02 autobus gdzie¶ w centrum Argentyny] Opuszczam Buenos Aires. Teraz mogê ju¿ podsumowaæ to, jakie wra¿enie zrobi³o na mnie to miasto. Jest to ogromny melan¿, masala, mieszanka... Wszystkiego "po trochu" - od wypasionego city, poprzez ciche dzielnice zabudowane XIX wiecznymi kamienicami-willami, poprzez têtni±ce ¿yciem dzielnice w³oskich emigrantów (La Boca, San Telmo, Palermo) a¿ do slumsów z dykty i blachy falistej zlokalizowanych pod estakadami autostrady... W metrze ("subte") pe³no jest ¿ebraków i ludzi usi³uj±cych co¶ sprzedaæ, a na powierzchni non-stop kto¶ wciska mi do r±k ulotki reklamowe... Generalnie miasto ¿yje w³asnym ¿yciem, w³asnym tempem - jest bardzo kolorowe, pe³ne piêknych dziewczyn i przystojnych ch³opaków - widaæ, ¿e dbanie o wygl±d jest dla nich bardzo wa¿ne (nie a¿ tak jak w zwariowanej Wenezueli). Turystów jest sporo, ale nie na tyle ¿eby mieæ przykre uczucie przebywania w skansenie... [Kuchnia] Podstaw± arentyñskiej kuchni jest miêso wo³owe - jednak dla wegetarian dostêpna jest równie¿ kuchnia w³oska (to m.in. w³oscy imigranci tworzyli Buenos Aires) w postaci pasta i pizza. * Miêso - podstawowym daniem miêsnym jest "lomo" - rodzaj steku w wersjach "a plato" - na tale¿u z sa³atk±, jajkiem, itp, lub wersja "con pan" - z 2 kawa³kach bu³ki - podobnie jak hamburger. * Pizza - jest drugim daniem fast food dostêpnym w ka¿dej taniej knajpce - wersja podstawowa to "muzarella" - odpowiednik polskiej margherity (tylko ser i sos pomidorowy). * Lody - najwyra¼niej oprócz miêsa, Argentyñczycy lubuj± siê tak¿e w lodach - lodziarni jest tyle samo co zwyk³ych kawiarni (czyli prawie na ka¿dym rogu ulic). W lodziarniach jest zazwyczaj parêna¶cie smaków lodów w kilku wielko¶ciach od zwyk³ych ro¿ków "chicito" do kilogramowych porcji "grande" * Wino - Argentyna, podobnie jak Chile, ma wielk± tradycjê i potencja³ produkcji wina. Winny region Mendoza jest jednym z lepszych w Ameryce Po³udniowej. Wino jest na trzecim miejscu je¶li chodzi o napoje Argentyñczyków - pierwsze to mate, drugie to piwo. Poza tym jest dobre i tanie :-) * Ceny - Pizza - 3-5 peso; Lomo - 5-7 peso; Cafe chicito - 2-3 peso; Lody (najmniejsze) - 2-5 peso; Piwo (but. 0,6-1 l) - 3-6 peso; Wino - od 2 peso (!) [2.02 autobus gdzie¶ w centrum Argentyny c.d.] Siedzê w autobusie do Mendozy. Linii autobusowych obs³uguj±cych tê trasê jest chyba z 10, wiêc wybra³em tak± co ma du¿e biuro i honoruje karty kredytowe. Cena za przejazd u wszystkich przewo¼ników jest prawie taka sama (od 75 do 110 peso w zale¿no¶ci od standartu). Ja wybieram klasê 1 (100 peso), ¿eby siê nie skatowaæ zbytnio, ale bêdê wraca³ klas± 2 - w celach badawczo-poznawczych... Autobus jest piêtrowy. W ca³ym autobusie jest tylko 30 miejsc. W jednym rzêdzie s± 3 fotele - fotel podwójny, przej¶cie, fotel pojedynczy. Owe fotele s± takie, jak w samolotach w przedziale First Class - wielkie, szerokie, du¿o miejsca na nogi, fotel rozk³ada siê prawie na p³asko... Oprócz wygody, w cenê wliczona jest obiado-kolacja w knajpie (autobus jest nocny - wyjazd wieczorem - przyjazd do Mendoza rano), sk³adaj±ca siê z 1/2 kurczaka, pieczonych ziemniaków, sa³atek, coca-coli "do oporu" + deser typu pudding... Do tego jeszcze jest ¶niadanie... Za oknami widoki do¶æ monotonne - p³askie, najczê¶ciej du¿e przestrzenie poro¶niête jakim¶ zielskiem. Jedyn± rzecz± która przerywa monotoniê podró¿y, s± bardzo czêste bramki do pobierania op³at za przejazd. Na horyzoncie wy³ania siê, o¶wietlone porannym s³oñcem pasmo Andów - wielkie, o¶nie¿one góry w oddali - wywiera to na mnie takie samo wra¿enie, jak kiedy¶, kiedy mia³em oko³o 15 lat i zobaczy³em z okna poci±gu, nasze polskie tatry, po raz pierwszy w ¿yciu. Przedpole Andów pokryte jest winnicami. Region Mendoza s³ynie z najlepszych win w Argentynie. [3.02 Mendoza] Buenos Aires mam ju¿ za sob± - ogromna rozpiêto¶æ – od luksusowego "city" poprzez bogate dzielnice przypominaj±ce Brukselê, dziewiêtnastowieczne dzielnice przypominaj±ce lizboñsk± Alfamê lub nawet Hawanê, po totalne slumsy wybudowane z tektury i blachy falistej... To miasto ¿yje, pe³ne jest ludzi, sklepików, kawiarenek... Miejsca dla turystów to tylko wycinek ca³ego miasta... Pogoda radykalnie siê zmieni³a - wystapi³y ju¿ pierwsze poparzenia s³oneczne... Obecnie jestem w Mendoza - z okien widaæ o¶nie¿one szczyty Andów... Jutro wyruszam do Puenta del Inca a stamt±d pieszo lub na mule do Plaza de Mulas. Wiêc ju¿ jutro postawiê stopê w Andach...
|